czwartek, 22 stycznia 2015

Niegadanie


              W mojej okolicy wkrótce odbędzie się bal charytatywny na leczenie chorej dziewczyny (bo przecież NFZ się nie poczuwa do sfinansowania leku ratującego życie)- mojej byłej uczennicy, toteż nie miałam wątpliwości, że chcę dać coś od siebie. Nie wzięłam udziału w donośnym gadaniu o dobroczynności, bo nie sztuką jest krzyczeć głośno: "Ja dam, ja wpłacę pieniądze na zbiórkę", a potem "zapomnieć". Nie sztuką podnieść rękę, że się to zrobi... tylko dlatego, że tak wypada lub aby się przypodobać "górze". Nie podniosłam, zostałam wytknięta palcem, jestem więc złym człowiekiem... No cóż, niech będzie i taka wersja.
Podczas balu odbędą się licytacje, toteż podarowałam kilka rzeczy i będziecie o tym wiedzieli tylko WY- moi mili zaglądacze, bo organizatorce zabroniłam podawać moje dane.
                    Przekazałam exploding boxy, których niemiłą historię opisałam tu. Zrobiłam im nowe torebki, ponieważ poprzednie jakieś takie wygniecione wyjęłam z szafki, dorobiłam neutralne napisy; może ktoś kupi, może się spodobają...







Uszyłam komplet biżuterii.
(otrzymałam informację od organizatorki, że został zlicytowany za 430 zł- zaskoczenie pełne ...)



















I jeszcze dołożyłam 2 komplety kartkowe:














A tu słów kilka o Karolinie:



Jest już bardzo źle, jeśli dziś powiedzenie czegoś fałszywego przynosi tyle zaszczytu.
Georg Christoph Lichtenberg

4 komentarze:

Anna Iwańska pisze...

Piękne prace, szczytny cel i pełen serca podarumek. !!
Pozdrawiam

Anita M pisze...

Śliczne te Twoje podarki na licytację :)

agajka pisze...

Anno, dziękuję pięknie!
Martuś, dzięki wielkie.
:-))

mirosek pisze...

Cudne prace ofiarowałaś:) Szczytny cel.

Głupota ludzka nie zna granic, szkoda słów i nerwów żeby komentować osoby o których piszesz.

Pozdrawiam
http://mirosek.blogspot.com/